Karmienie piersią – cudowny okres w życiu mamy, czas budowania niesamowitej więzi z maleństwem, przepełniony miłością i szczęściem, ale niejednokrotnie również rozgoryczeniem i łzami. Mamy, które zdecydowały się karmić swoje pociechy własnym mlekiem, często borykają się z wieloma problemami. Do najczęściej zgłaszanych należą problemy z ustabilizowaniem procesu wytwarzania mleka. Raz jest go za dużo, innym razem znów za mało.
Mechanizm wytwarzania mleka – jak to się dzieje, że płynie?
Mechanizm ten jest pozornie prosty, zależy głównie od dwóch zmiennych: popytu i podaży. Mechanizmy rynkowe? Ale co to ma wspólnego z laktacją? Ano ma…
Ssanie piersi przez niemowlę, czyli stymulacja otoczki brodawki piersiowej, powoduje pulsacyjne wydzielanie się prolaktyny – hormonu odpowiedzialnego za produkcję mleka. Kiedy dziecko przestaje ssać, przysadka mózgowa nie otrzymuje impulsu do produkcji prolaktyny. Brak popytu = brak podaży. Proste prawda? Okazuje się, że jednak nie zawsze. Dużą część mam dotyka wiele problemów związanych zarówno z niedoborem jak i nadmiarem pokarmu.
Mała ilość wytwarzanego mleka najczęściej wynika z :
- przemęczenia
- stresu
- złego nawodnienia i diety
- nieumiejętnego używania laktatorów
- dokarmiania mlekiem modyfikowanym
Kłopoty z laktacja?
Mówiąc wprost zestresowana i przemęczona mama może mieć kłopoty z laktacją. Tak po prostu działa organizm kobiety. To nie jakiś kaprys czy nowa moda. Tak mówią badania. Adrenalina jest antagonistą (czyli hamuje) hormonów laktacyjnych. Frustracja i stres hamują wydzielanie oksytocyny – hormonu odpowiedzialnego za wypływ mleka z piersi. Zatem drogie teściowe, mężowie i sąsiadki ugryźmy się w język zanim zaczniemy wypowiadać nasze „dobre rady” krytykując młodą mamę. Pamiętajmy, że hormony po porodzie jeszcze buzują i czasem mimo dobrych chęci, nasze rady mogą zostać źle odebrane. A więc jeśli naprawdę chcesz pomóc, zadbaj o komfort mamy karmiącej. Pochwal, że świetnie sobie radzi w nowej roli, zaoferuj pomoc w przyziemnych obowiązkach dnia codziennego, aby mama miała czas na to, żeby zająć się również sobą i wypocząć.
Mit diety matki karmiącej!
Poza psychicznymi aspektami na pewno ważna jest zdrowa, zróżnicowana dieta i odpowiednie nawodnienie, ponieważ zapotrzebowanie szczególnie na płyny (2,5-3l/dobę), ale także na składniki żywieniowe (zwłaszcza wapń, żelazo, białko, jod, cynk) w tym czasie znacząco wzrasta. Ważne jest to, że zdrowa mama karmiąca zdrowe dziecko może jeść wszystko! Tak, „diety matki karmiącej” już dawno poszły do lamusa. Mleko, które wypija Twój maluszek to nie treść żołądka, więc bąbelki gazu w Twoich jelitach po zjedzeniu fasoli nie dotrą do jego brzuszka i nie spowodują kolki. Pamiętajmy jednak, że nie wszystko ulegnie „filtracji”. Takie związki jak alkohol, kofeina czy leki przechodzą do mleka matki i realnie szkodzą maleństwu. Dlatego, każdy przyjmowany lek należy skonsultować z lekarzem prowadzącym ciążę.
A co z laktatorami?
Są to świetne urządzenia, bardzo ułatwiające funkcjonowanie mamie karmiącej w wielu sytuacjach, ale tylko pod warunkiem, że nie są nadużywane. Pamiętacie? Brak popytu = brak podaży. Co jest ważne? Jedynie bezpośredni kontakt dziecka z piersią jest w stanie stymulować laktację, a więc ułatwiajmy sobie życie, ale z rozsądkiem, bo kiedy przesadzimy efekt może być odwrotny.
Ilość pokarmu dostosowuje się do potrzeb dziecka.
W pierwszych miesiącach laktacji naturalnym jest, że pokarmu jest raz mniej, a raz więcej. Z czasem, jeśli nie będziemy zanadto ingerować w ten proces, w naturalny sposób się wyreguluje. Nie zniechęcaj się, kiedy mleka jest chwilowo trochę mniej, nie dokarmiaj od razu mlekiem modyfikowanym. Zamiast tego po prostu częściej przystawiaj dziecko do piersi, a przysadka dostanie sygnał, że musi produkować go więcej. Im więcej dokarmiasz, tym bardziej naturalna produkcja spada.
Kolejna zmora – zastoje!
Kolejną zmorą mamy karmiącej są nawały i związane z nimi zastoje pokarmu. Jeśli czujesz, że pierś jest ciężka i obrzmiała, a Twoje maleństwo nie ma akurat ochoty na jedzenie, odciągnij pokarm laktatorem, ale tylko do uzyskania miękkości piersi (aby dodatkowo jej nie stymulować, bo jednak to ciągle stymulacja mimo, że znacznie mniejsza niż przystawienie dziecka). Taki odciągnięty pokarm można zamrozić na jakąś sytuację awaryjną.
Jeśli jednak przespaliśmy ten moment i na piersi wyczuwalny jest guzek, który przy dotyku jest bolesny. Trzeba zacząć działać, ponieważ w krótkim czasie może dojść do wytworzenia stanu zapalnego z zaczerwienieniem, obrzękiem i uciepleniem piersi oraz gorączki. Ostatecznie w takich sytuacjach, jeśli zaniedbamy sprawę, dochodzi do wytworzenia ropnia, który wymaga wizyty u chirurga. Tak więc im wcześniej zadziałamy, tym większe mamy szanse na uniknięcie tych wątpliwie przyjemnych odwiedzin.
Jak sobie zatem radzić z problemami laktacji?
Na potrzeby tego artykułu zasięgnęłam rady od pracującej od wielu lat w zawodzie położnej środowiskowej, która powiada kilka najskuteczniejszych domowych sposobów na zastoje i stany zapalne piersi:
- Przed karmieniem stosuj ciepłe okłady lub delikatny masaż ciepłym strumieniem wody pod prysznicem w kierunku brodawki – ciepło odblokowuje kanaliki mleczne, jest wtedy szansa ze dziecko „wyciągnie zastój”.
- Jeśli ciepły okład nie wystarcza możesz zastosować niewielki okład nasączony ciepłą woda ze spirytusem (2 części spirytusu i 1 część wody). Warto taki okład przykryć folią (aby nie przemoczyć biustonosza) oraz koniecznie zabezpieczyć skórę piersi grubą warstwą tłustego kremu. Taki głęboko rozgrzewający okład możemy trzymać do pół godziny. Dodatek alkoholu przyspieszy wyleczenie stanu zapalnego, poprzez zwiększenie ukrwienia i przyspieszenie ewakuacji zastoju. Co ciekawe o tej metodzie leczenia stanów zapalnych wspomina sam Hahnemann w „Organonie”. Jest ona zgodna z pierwszą i najważniejszą zasadą homeopatii: „Similia similibus curentur”. Jeśli martwisz się, że alkohol może przeniknąć do mleka, możesz pierwszą, niewielką porcję odciągnąć laktatorem i wylać. Pamiętaj, że mleko wytwarza się na bieżąco w trakcie ssania, nie jest w dużych ilościach magazynowane w piersiach, poza tym okład ma pokrywać jedynie chore miejsce, a nie całą pierś, a jego przenikanie przez skórę u dorosłego człowieka jest znikome. Jest to mój ulubiony, sprawdzony i skuteczny sposób, który nie raz „ratował mi życie”.
- Chłodne okłady po karmieniu. Tu pomocny okazuje się stary dobry sposób naszych babć – tłuczone liście kapusty – tłuczone, aby puściły sok, bogaty w naturalne przeciwzapalne związki. Takie liście najlepiej mieć wcześniej przygotowane i schłodzone w lodówce. Chłód obkurcza obrzęk, a ponadto piersi wtedy również wytwarzają mniej pokarmu.
- Karmienie w różnych pozycjach, pamiętając o tym, że bródka dziecka powinna być ustawiona od strony zastoju, ponieważ tam potrzebne jest najefektywniejsze ssanie w celu „wyciągnięcia zastoju”.
- Delikatne masowanie (ale nie „maltretowanie” ☺) piersi w kierunku brodawki za pomocą oliwki lub strumieniem wody.
- Kolejną wskazówką w zależności od tego, czy mamy do czynienia z nadmiarem czy niedoborem pokarmu, jest noszenie biustonosza lub nie. Przy nawale nosimy stanik, przy braku chodzimy bez. Siła grawitacji sprzyja produkowaniu pokarmu. Oczywiście wskazany jest bawełniany biustonosz, bez fiszbin, które poprzez ucisk również mogą przyczyniać się do pojawiania się zastojów.
Gdyby jednak te domowe i babcine sposoby nie przynosiły ulgi, nie zawahaj się zwrócić o pomoc do homeopaty. W problemach zw czasie laktacji przydatne mogą się okazać takie preparaty homeopatyczne jak: Ignatia, Sepia, Nux vomica, Belladonna, Bryonia, Phytolacca, Pulsatilla, Calcarea carbonica, Hepar sulphur czy Silicea. Warto więc mieć je w swojej domowej apteczce.
Dobór remedium opiera się na całości obrazu.
Homeopata przy wyborze remedium odpowiedniego dla Twojego problemu bierze pod uwagę:
- stan emocjonalny (np. lęk, smutek, poczucie przeciążenia)
- reakcja na poród (trauma, wyczerpanie, komplikacje)
- temperament i potrzeby (np. potrzeba wsparcia vs. wycofanie)
- objawy fizyczne ogólne (pragnienie, apetyt, potliwość, sen)
- dopiero na końcu: problem z laktacją jako jeden z objawów
Co to oznacza w praktyce?
Na przykład pacjentki z tą samą „małą ilością mleka” mogą potrzebować zupełnie różnych remediów:
- kobieta po silnym stresie, wzdychająca, tłumiąca emocje → Ignatia
- łagodna, płaczliwa, potrzebująca bliskości → Pulsatilla
- wyczerpana, drażliwa, nadwrażliwa → Nux vomica
- apatyczna, zmęczona, obojętna → Sepia
- nadmierna odpowiedzialność, napięcie, kontrola → Calcarea carbonica
Ale uwaga! Są to tylko przykłady obrazów, nie „wskazania”.
Nie stosuj preparatów homeopatycznych na własną rękę. Homeopatia to bezpieczna metoda, również w czasie ciąży i karmienia piersią, pod warunkiem, że jest stosowana pod okiem fachowca. Świadoma mama, to spokojna mama, a spokojna mama to spokojne i szczęśliwe dziecko. Rzeki mleka! Byle nie zbyt rwącej ☺
Obraz autorstwa prostooleh na Freepik

